Archiwum
czyli czego się możecie ode mnie nauczyć
Komputer dla ucznia 2008-05-30 00:05
 Oceń wpis
   
_-¯ ,,Rząd obiecuje podarować gimnazjalistom laptopy'' - rozpoczął poniedziałkowe spotkanie Tomasz Palestyński. Spotkanie, w którym uczestniczyłem w charakterze niezależnego eksperta do spraw informatyzacji. Pozostali uczestnicy wykazali umiarkowany entuzjazm.
- Po co? - spytał dobrze odżywiony jegomość zajmujący miejsce po mojej lewej ręce, po czym sam sobie odpowiedział - żeby mieli na czym oglądać filmiki i pornografię z internetu?
Siedzący po mojej prawicy sąsiad stuknął mnie poufale w bok i wyszeptał:
- Darmozjady z Kancelarii jak zwykle są wszystkiemu przeciw.
Po czym głośno dodał
- Panie Michale, każdy sądzi według siebie. My chcemy dać tym młodym ludziom tylko możliwość konkurowania na rynkach pracy całego świata!
- Bo w Irlandii już zabrakło miejsc? - odgryzł się Pan Michał.
- Panowie! Trochę powagi! - uciął utarczkę prowadzący - zamiast się głupio sprzeczać, lepiej podyskutujmy o konkretach. Pan Premier życzy sobie, by do 2010 roku każdego ucznia gimnazjum wyposażyć w laptopa. To będzie około miliona pięciuset tysięcy uczniów...
- Ile? - spytał ktoś z głębi
- Milion pięćset tysięcy. Słownie: 1500000.
- Moment! Nie tak szybko. Milion, czyli jedne. Pięćset, czyli pięć, zero, zero. Tysięcy, czyli jeden, zero, zero...
- Jeszcze jedno zero, Panie Jacku.
- Cicho! Sam wiem! - zdenerwował się ten, który notował - Cholera! Pomyliłem się przez Pana!
- Co on taki nerwowy? - szepnąłem do sąsiada, który wcześniej mnie zaczepiał.
- On zawsze tak, jak sprawa tyka się budżetu. W końcu to minister finansów.
Tymczasem minister wreszcie skończył notowanie. Przez chwilę przyglądał się zapisanej kartce.
- Dużo zer - podsumował.
Przez salę przeszedł pomruk. Wszyscy, na wzmiankę o zerach, dziwnie się ożywili.
- To skąd weźmiemy pieniądze? - padło kolejne pytanie.
- Z budżetu.
- A skąd się wezmą w budżecie?
- Minister znajdzie.
Pokiwałem głową. Odkąd pamiętałem, budżet był czymś na kształt magicznego worka w którym były pieniądze - wystarczyło tylko trochę poszukać. Pamiętam szał radości, kiedy rok temu ni z gruchy ni z pietruchy Pani Zyta znalazła w worku wolny miliard, który akurat przydał się na organizację Euro. Postanowiłem, że trzeba zaprzyjaźnić się z Ministrem Finansów - może któregoś dnia i mnie da czegoś poszukać w tym worku?
Jakiś malkontent na sali nie wierzył jednak chyba w magię worka, bo wciąż się dopytywał.
- Ale czy przypadkiem pieniądze w budżecie nie pochodzą od podatników?
- Pochodzą - zaperzył się Minister - i co z tego?
- To może niech podatnicy sami swoim dzieciom kupią laptopy?
Większość zebranych popatrzyła na rzucającego tę propozycję, jak na idiotę.
- Podatnicy są biedni. Nie stać ich, by kupować dzieciom laptopy, Panie Szanowny Krezusie! - rzucił ktoś z przekąsem.
- Ale nie byliby tak biedni, gdyby nie musieli płacić tak horrendalnych podatków!
- Dość tego! - Tomasz Palestyński walnął pięścią w biurko - Nie będzie nas Pan bezkarnie obrażał i wyzywał! Proszę wyjść!
- Ale co ja takiego powiedziałem?
- Nawet nie będę powtarzał! Wyjdzie Pan, czy mam wezwać ochronę?
Atakowany zebrał swoje papierki i zniknął za drzwiami. Wszyscy lekko odetchnęli.
- No dobrze - kontynuował prowadzący po krótkiej chwili - to może przejdźmy do szczegółów - Proponuję powołać zespół, który zajmie się opracowaniem programu ,,Komputer dla ucznia''
- Przepraszam - wtrąciłem się nieśmiało - Jakiego programu?
- ,,Komputer dla ucznia'' - wyjaśnił Pan Tomasz.
- To wiem. Ale co to za program?
- To właśnie ma opracować zespół - Pan Tomasz nawet nie starał się ukryć pobłażliwości w tonie.
- Rozumiem. Chodzi mi jednak o to, co ten zespół miałby robić.
- Opracować program ,,Komputer dla ucznia''. Przepraszam Pana, Panie....
- Charyzjusz Chakier
- Panie Horacjuszu, ale musimy iść dalej. Ktoś chętny do zespołu?
- Jakie honorarium? - spytał ktoś pragmatycznie.
- Pięćdziesiąt za zebranie.
W górę wystrzelił las rąk.
- Dziękuję. Kandydatury rozpatrzymy w innym terminie. Cieszę się, że Państwo są gotowi do poświęceń w imię pomocy gimnazjalistom. Następna kwestia to...
- Trzeba budynek na biuro - podrzucił ktoś z sali.
- Tak. Tak. Dostaniemy coś odpowiedniego.
- I personel do biura.
- Się załatwi.
- Oddziały terenowe, działaczy...
- Znajdziemy.
- Nadzór. Potrzebny będzie nadzór! Przecież inaczej pieniądze na te komputery może ktoś zdefraudować!
- Opracujemy system nadzoru.
- Dobrze płatny nadzór! Żeby nieprzekupny był!
Ja również zdecydowałem się zadać pytanie.
- Co z oprogramowaniem?
Wszystkie twarze odwróciły się w moją stronę.
- Z czym?
- No - wykonałem nieokreślony gest ręką - system operacyjny?
We wpatrzonych we mnie obliczach nie znalazłem zrozumienia. Zastanawiałem się gorączkowo, jak wyjaśnić zgromadzonym o co mi chodzi, gdy wyręczył mnie dobrze ubrany, sympatycznie wyglądający Pan siedzący naprzeciwko.
- Firma Mikrooo... oooo... ooaaaa APSIK! - kichnął w chusteczkę, po czym szybko schował ją do kieszeni - Przepraszam, mam alergię na OSS. Tak więc moja firma bardzo tanio zaoferuje oprogramowanie do laptopów. Sądzą, że pierwszą dział... partię możemy nawet oddać za darmo! Doskonały system Vista, za niewielką dopłatą wymieniany na XP.
To krótkie wystąpienie nagrodziła burza oklasków. Pan Tomasz zwrócił się w moją stronę.
- Wszystko jasne?
Chciałem coś powiedzieć, lecz widocznie nie oczekiwano tego po mnie, bo prowadzący kontynuował.
- Mam tu wyliczenie, że na program musimy wydać... około pół miliarda złotych rocznie.
Przeliczyłem sobie szybko kwoty. Tysiąc złotych za laptop.
- A jakie komputery będą rozdawane?
- OLPC
- Te po dwieście dolarów?
- Tak
- To przecież koszt poniżej pięciuset złotych! A gdzie pójdzie pozostałe pięćset?
- Honoraria zespołu. Budynek biurowy. Personel biura. Oddziały terenowe. Działacze. Nadzór... - wyliczał Pan Tomasz. Pozostałem sceptyczny.
- Ekstra koszty - dodał i puścił do mnie oko.
Pozostałem sceptyczny.
- Ekstra koszty dla niezależnych ekspertów.
Pozostałem sceptyczny.
- Ekstra koszty dla wysoko opłacanych, niezależnych ekspertów.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Czy taki wydatek nie będzie stanowił zbyt wielkiego obciążenia dla podatników - zapytałem pro forma.
- No co Pan, Panie Horacjuszu - Pan Tomasz klepnął mnie przyjaźnie w ramię, co było o tyle zaskakujące, że siedział w szczycie stołu, a ja pod jego koniec - Przecież wyraźnie powiedziałem, że to rząd podaruje laptopy. He he he...
 
 Oceń wpis
   
_-¯ Kultowa scena z kultowego filmu. Niesamowity klimat, znakomici aktorzy, doskonałe dialogi - które wypada znać na pamięć! Hasło ,,Gole sie, jem śniadanie i ide spać'' potrafi przełamać pierwsze lody we wszystkich sytuacjach :)

Młodszym czytelnikom zwracam uwagę na niesamowity, gęsty, zawiesisty klimat dworcowej poczekalnio-,,restauracji''

 
 Oceń wpis
   
_-¯ Witam w drugiej części opracowania dotyczącego łączenia się z internetem przez komórkę. W pierwszej części zająłem się zagadnieniami bezpieczeństwa - obecny wpis dotyczyć będzie sposobów efektywnego wykorzystania różnych protokołów transmisji, dostępnych w sieciach komórkowych.

1. GSM - najbardziej rozpowszechniony. GSMy gniazdują właściwie wszędzie - można je spotkać zarówno w miastach, jak i w głębokim lesie, czy też kilka kilometrów w głąb morza. Charakteryzują się niewielkimi rozmiarami oraz niewielką prędkością przelotową. Da się je przywabić właściwie na każdy rodzaj telefonu. Zarówno samce jak i samiczki GSMów potrafią przenosić na raz jedną paczkę danych w jednej nóżce. Drugą nóżką w tym czasie trzymają się szczeliny przyznanej przez kontroler stacji bazowej. Czasami spotkać można spotkać większe osobniki z rodziny HSCSD, charakteryzujące się żółtawym upierzeniem i nieco większą masą, a co za tym idzie - potrafiące przenosić nieco większe paczki danych.

2. GPRS - występuje w środowiskach charakteryzujących się dużymi zgrupowaniami GSMów. Związane jest to z tym, że choć niektórzy klasyfikują GPRSa jako osobny gatunek, w rzeczywistości jest to kilka GSMów tworzących silne powiązania symbiotyczne. Ostatnie badania prof. Plumki wykazały niezbicie, że GSMy, odpowiednio zarządzane przez stację bazową potrafią powkładać lewe nóżki w kolejne szczeliny, prawe zaś spleść ze sobą wzajemnie, tworząc wieloskrzydlaty, multipierzasty, ciągły obszar o dużej pojemności pakietowej. Dodatkowym, empirycznym potwierdzeniem teorii prof. Plumki jest spontaniczne pojawianie się GPRSów na obszarach, gdzie do tej pory nie stwierdzono ich występowania - dokładnie w momencie podjęcia próby transmisji danych. Równie nagłe było również ich zanikanie po przerwaniu łączności. Cechę tę próbował wykorzystać Erwin Schrödinger do skonstruowania GPRSa kwantowego. Zamknął on mianowicie w szczelnym, nieprzezroczystym pudełku cztery GSMy, po czym dał swojej żonie telefon komórkowy. Nie mając informacji, czy i kiedy jego małżonka skorzystała z telefonu miał nadzieję stworzyć GPRSa dualnego, który jednocześnie był GPRSem i czterema GSMami. Niestety, okazało się że zawistny kolega, korzystając z nieuwagi Erwina, podrzucił mu również do pudełka kota. Na szczęście Schrödinger nie był w ciemię bity, i kiedy podczas demonstracji z udziałem oficjeli okazało się, że zamiast kwantowego GPRSa w pudełku znajduje się spasiony mruczek ze strzępami pierza na pyszczku - Erwin na poczekaniu wymyślił zgrabną historyjkę o kwantowym kocie... Ja jednak piszę, jak miało być naprawdę.

3. EDGE - GPRS na sterydach. To, co charakteryzuje EDGE to sierpowate skrzydła w wydłużonymi, pojedynczymi lotkami, jak również płaska obła głowa z zakrzywionym dziobem. To właśnie z pomocą dzioba EDGE potrafi przenieść dodatkowe porcje danych. Niestety, przylatuje tylko do niektórych telefonów, które sobie upodoba. Wabienie EDGE'a polega na zanęceniu go telefonem, który ruchem zasiębiernym przedsięrzutnym należy umieścić w trawie, pod krzakiem lub na gałęzi. EDGE nie przyleci jednak, jeżeli nie upewni się, że może bezpiecznie podjąć dane ze zdobyczy, dlatego po zarzuceniu przynęty należy pozostać w całkowitym bezruchu. Łatwo go spłoszyć!
Gniazduje w okolicach dużych miast, choć sporadycznie można go spotkać również na głębokiej prowincji, np. w Warszawie.

4. UMTS - nowy gatunek. Choć większość operatorów sieci komórkowych chwali się, że UMTSy zalęgły się blisko ich nadajników - ciężko jest to potwierdzić.
UMTSy potrafią szybko przenosić dość duże paczki danych, jednak stworzenia te są jak na razie słabo udomowione. Pokazy tresowanych UMTSów należą do gwoździ programu wszelkiego typu pokazów nowoczesnych technologii komórkowych, niestety zaraz po owych pokazów zakończeniu wzmiankowane gwoździe chowają swoje UMTSy do klatek.
Choć piekielnie szybkie, okupują to słabym zasięgiem.
UMTS należy jako jedyny do rodziny 3G. Nazwa ta wiąże się z przyspieszeniem transmisji danych, które wynosi około 30m/s2, czyli z grubsza 3g właśnie.

PS. Ukazał się kolejny odcinek Tryblogii. Zachęcam do czytania. Jednocześnie przepraszam za zwłoki w powstawaniu kolejnych części, okazało się jednak że Tryblogia cieszy się tak wielkim zainteresowaniem, że jedna ze stacji telewizyjnych wystąpiła z ofertą kupna praw do całej serii. Negocjacje są męczące, i stąd te obsuwy... ;)
 
Internet przez komórkę 2008-05-24 23:35
 Oceń wpis
   
_-¯ Właśnie wróciłem z kilkudniowego urlopu. Broniłem się przed wyjazdem, gdyż jechaliśmy w absolutną dzicz - ale z kobietami człowiek nie wygra. Pojechałem...
W tym miejscu chciałbym uspokoić co bardziej krewkie czytelniczki o zacięciu feministycznym, które po przeczytaniu tych kilku słów wstępu cisnęły monitorem o ścianę. Sformułowanie ,,z kobietami człowiek nie wygra'' nie miało na celu urażenia ich. Słowa ,,człowiek'' użyłem zamiast zaimka osobowego ,,ja''. Zresztą, zwrot ,,z kobietami ja nie wygram'' mogłoby zostać wyśledzone przez Misię i opacznie odczytane, jakobym miał relacje z większą liczbą kobiet niż sztuk raz (czyli Ona). Mógłbym to tłumaczyć Państwu jeszcze dokładniej, ale wiem, że nie dla takich psychologiczno-lingwistycznych wykładni tak tłumnie odwiedzacie mojego bloga i zasypujecie mnie setkami miłych listów :D (za które niniejszym dziękuję). Tak więc minime senuisti.

_-¯ Pojechaliśmy zatem na urlop do Międzyzdrojów. A tam - pustynia informatyczna. Owszem, tu i ówdzie hot-spocik, w niektórych hotelach gniazdka ethernetowe przez adapter 230V, gdzieniegdzie internetowe kawiarenki. A wszystko niezabezpieczone, nieszyfrowane, otwartym kanałem! Pierwszego dnia, nudząc się jak mops w hotelu zapuściłem pasywny skan po sieci hotelowej i przechwyciłem około dwudziestu haseł do poczty, kont bankowych, aukcyjnych i wirtualnych kasyn. Z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że większość z komputerów udostępniało jednocześnie zasoby SMB spod nazw Okinawa, Osaka, Hokkaido czy Tokio. Zagadka wyjaśniła się, kiedy następnego ranka w hotelowym lobby przy śniadaniu spotkałem kilkunastu Japończyków - w sumie powinienem się tego domyślić, bo spośród wywoływanych z w/w komputerów adresów stron XXX żaden link nie miał wyrażenia ,,Asians''.

_-¯ Cóż zatem miałem robić? Zalogować się jak pierwszy-lepszy nie-chakier z pomocą takiej sieci to jak nosić swoje loginy i hasła wypisane na koszulce. Skorzystałem zatem z rozwiązania awaryjnego, które zawsze mam pod ręką. W samochodzie, oprócz trójkąta, gaśnicy i apteczki spoczywa telefon komórkowy.
- Phi! - może popisać się znajomością greckich liter jakiś czytelnik - ja też mam telefon komórkowy i mogę się przez niego łączyć z internetem!
No właśnie. Używanie do łączenia z internetem ciągle tego samego telefonu to jak używanie tego samego papieru toaletowego. Dlatego pozwolę sobie przypomnieć kilka podstawowych zasad łączenia z komórki:
1. Telefon kupujemy ZA GOTÓWKĘ!
2. Do telefonu kupujemy kartę pre-paid. Również za gotówkę. W INNYM SKLEPIE!
3. Zakup telefonu i karty powinien rozdzielać co najmniej tydzień. Dobrą praktyką jest kupowanie kart w nieregularnych odstępach czasu, w różnych punktach i różnych miastach (ale nie tych, z których dokonywaliśmy najświeższych połączeń!). To samo dotyczy telefonów. Część z tych kart i telefonów należy porzucić przed wykorzystaniem - dla zmylenia tropów.
4. Po wykorzystaniu - sprzęt należy rozłożyć na części i zamurować w fundamentach. Nie jednego budynku!
5. Jak ognia unikamy taryf do transmisji danych.
6. Nie trzymamy się jednej marki telefonu.
7. Nie trzymamy się jednego operatora.
8. ABSOLUTNIE nie łączymy się z telefonem przez bluetooth. Kabel USB. Ekranowany pudełkiem po (reklama)Pringlesach(/rekalma), krótki.
9. Kabel i pudełko też zamurowujemy w fundamentach. Chipsy dajemy kotu lub psu. Jego również zamurowujemy.

_-¯ Trzymanie się tych podstawowych zasad pozwoli Państwu na jako-taką ochronę swych poufnych danych. W następnym wpisie postaram się przedstawić najlepsze metody wybierania metody połączenia internetowego.
 
Tryblogia, odcinek 387 2008-05-21 01:17
 Oceń wpis
   
_-¯ 80 kilo cukierków! Nie miałem bladego pojęcia na co komu taka ilość słodyczy. Niemniej jednak Blogomotive najwyraźniej zapałał niezmierzoną miłością do małych nadziewanych czekoladek, zapakowanych we fioletowe sreberka.
- Szorować mi do bankomantu, frajerzy, a brykę biorę w zastaw! - wydarł się zwalisty typ, kwitując rozpaczliwe próby Blogomotive uregulowania płatności kartą kredytową Agrobanku Piaseczno. Szczęściem, zdążyłem wyjąć palec wskazujący z kółka breloczka, gdyż inaczej razem z kluczykami zostałoby mi zabranych kilka kości śródręcza. Miejsca na negocjacje najwyraźniej nie było.
- Chociaż weźmy cukierki - trzeźwo stwierdził Leniuch, pakując sobie kilka garści do kieszeni. Poszedłem w jego ślady, jednocześnie wkładając sobie parę czekoladek do ust. Skondensowana słodycz natychmiast rozlała się po podniebieniu, a lepkie nadzienie wypełniło wszystkie dziury w zębach.
W tym momencie przed sklep zaparkował jakiś samochód. Szyba od strony pasażera odsunęła się z cichym szumem elektrycznych silniczków, zaś ze środka wychyliła się nalana twarz.
- Wanna lift, mate? - spytał przybysz.
W pierwszym odruchu chciałem rzucić jakimś grubaśnym dowcipasem, typu że nie potrzebujemy ani wanny, ani windy, lecz po błyskawicznym namyśle (z których jestem znany) stwierdziłem, że w sumie w takich okolicznościach przyrody transport jak najbardziej by się przydał. Koleś wyglądał mi trochę na pedofila, ale w sumie cała nasza trójka miała już swoje lata - więc czego się bać?
- Jez, ofkohs - wypaplałem przez zaklejające mi usta nadzienie. Razem z Leniuchem zaczęliśmy ładować się do bryki. Rozejrzeliśmy się za Blogomotive. Stał, wpatrując się w nieznajomego jak w słońce, a jego żuchwa z każdą chwilą niebezpiecznie oddalała się od czaszki. Leniuch, z lekka poirytowany całą sytuacją zamachał do niego, nakazując zająć miejsce w aucie.
- What about your friend? - spytał nasz nowy kierowca.
- He łil łoh - rzucił gniewnie Leniuch. Najwyraźniej również jemu cukierkowe nadzienie skutecznie sparaliżowało aparat mowy.
- He will what?
- Łil łoh. Baj fooh. Piechota. Andechstend? - wyjaśnił Leniuch, cały czas mocując się z krępującą usta lepką słodyczą.
- Blogo, wsiadaj! - krzyknąłem - Nie mamy czasu! Zresztą, stoisz na miejscu parkingowym, a właśnie jakiś dziadek chce tam zaparkować swoją... O mój Boże!!!
W tym momencie Blogomotive uniósł się w powietrze, wykonał artystyczny obrót i zwalił się kilka metrów za parkującym właśnie autem. Cała nasza trójka (czyli ja z Leniuchem i nieznajomy) wystrzeliliśmy ze swoich miejsc, by pognać na miejsce wypadku.
Blogomotive leżał rozciągnięty na betonowej płycie parkingu. Wyglądało na to, że nie oddycha.
Tymczasem zza kierownicy parkującego auta wytoczył się, uporczywie mrugając oczami... Kłonica! Potoczył po nas mętnym wzrokiem, po czym przeniósł go na leżące ciało.
- O! To ci chcieli mnie zabić na rowerze! - pokazał ciało palcem - Ale kto z Mieciem wojuje, od Miecia ginie - stwierdził filozoficznie.
- Panie Mieczysławie, potrącił Pan człowieka w stanie upojenia alkoholowego - wyjaśnił delikatnie Leniuch.
- Sami leźli pod koła! Poza tym, nie wiedziałem, że są pijani! - Kłonica przybrał agresywną postawę, czknął i zwalił się z powrotem na siedzenie kierowcy.
- Dogadajmy się. A ja - nigdy nie jeżdżę po alkoholu - wybąkał jeszcze, podnosząc jedną z walających się po aucie pustych flaszek po piwie, ozdobionych identycznym hasłem, po czym zapadł w sen....

_-¯ Blogomotive jęknął.
- Guys, c’mon, wake him up - powiedział nieznajomy. Podeszliśmy do poszkodowanego i nachyliliśmy się z troską.
- Blogo! Wstawaj! - profesjonalnie potrząsnąłem nieprzytomnym za ramiona, aż potylicą kilka razy uderzył w beton. Bez rezultatu.
- Blogo! Wstawaj! - Leniuch przystąpił do cucenia również ze znawstwem, wymierzając kilka policzków. Nic.
- I'll try... - anglojęzyczny kierowca Focusa odsunął nas stanowczym gestem, i... przystąpił do reanimacji metodą usta-usta.
Tymczasem Mieczysław Kłonica najwyraźniej ocknął się z pijackiej drzemki. Otworzył tylną klapę swojego auta i wyciągnął z niego jakiś pojemnik. Dźwignął go z trudem, poczynił w naszym kierunku kilka chwiejnych kroków, po czym... rymnął jak długi. Pojemnik wysunął mu się z rąk, przewrócił i otworzył, z wnętrza zaś wysypały się pliki pięćdziesięciozłotówek. Zdębiałem, i mechanicznie wpakowałem sobie do ust kolejną czekoladkę.
- W milionerach żem wygrał - odparł Kłonica widząc nasze pytające spojrzenia.
W tym samym momencie zza moich pleców dobiegło głośnie westchnienie. To Blogomotive, odzyskawszy przytomność, przeniósł rozmarzone spojrzenie z oczu nieznajomego na stos banknotów.
- Wygląda na to, że mamy za co odkupić te cukierki - wychrypiał, po czym znów odpłynął.
- What did he say? What did he say? - zainteresował się Angol.
- Nozing - wybąkałem, znów kalecząc mą nienaganną dykcję kleistym nadzieniem.

_-¯ Razem z Leniuchem otaksowaliśmy wzrokiem stos banknotów. Za cukierki powinno starczyć... Właśnie zabieraliśmy się za sprzątanie, gdy pod sklep podjechał kolejny samochód. Było to... BMW M6! Ze środka wysiadło czterech schabów i raźnym krokiem udało się do wnętrza sklepu. Drzwi do auta pozostawili otwarte...
 
A must C: Mortal Kombat 2008-05-16 19:37
 Oceń wpis
   
_-¯ Delikatny, podszyty gorzką melancholią dramat obyczajowy. Laureat wielu nagród, m.in. na festiwalach w Wenecji i w Berlinie. Wysublimowane intelektualnie kino dla wymagających widzów.

Liu Kang (wielokrotnie nagradzany za tę rolę Robin Shou) obwinia się o śmierć brata. Postanawia resztę życia spędzić w klasztorze. Zanim jednak złoży zakonne śluby spotka Raydena (doskonały Christopher Lambert), który nakłoni go do zmiany decyzji.

Tymczasem Sonya Blade (Bridgette Wilson) poznaje Kano (Trevor Goddard) - człowieka odpowiedzialnego za rozpad jej związku z jej dotychczasowym partnerem. Czy znajdzie w sobie dość siły, by mu przebaczyć?

Los całej czwórki przeplata się z losem Johnny'ego Cage'a (rewelacyjny Linden Ashby). Ten zgorzkniały aktor stracił wiarę w swój talent odkąd jeden z krytyków zarzucił mu powierzchowne potraktowanie głównej roli w ,,Hamlecie''  i od tej pory rozmienia się na drobne w niskobudżetowych kopaninach klasy C...

Na szczególną uwagę zasługuje Talisa Soto jako księżniczka Kitana, opowiadająca swą baśniową, podszytą gorzkim pęknięciem, historię zakładniczki pałacowych konwenansów.

Zapraszam! Dziś, TVN, 22:50

 
Informacje porządkowe 2008-05-16 00:08
 Oceń wpis
   
_-¯ Po pierwsze primo: jest dostępny kolejny odcinek pierwszej internetowej tryblogii pisanej online, na żywo i w realtime. W dzisiejszym odcinku:
- Co pije Ludwik, z kim pije Ludwik, i kto pije Ludwika!
- Kłonica wyjawia tajemnicę śmierci Kennedy'ego posterunkowemu, gdy nagle potrąca go samochód!
- Mafijny biznesmen z Układu bierze auto w zastaw za cukierki!

_-¯ Po drugie primo: udało mi się z mozołem odtworzyć ukradzione przez Hwasta konto z obrazkami na Onet(cie). Galeria XXX znów dostępna!

_-¯ Po trzecie primo: liczba odsłon mojego bloga przekroczyła wczoraj okrągłe 16777216! Darmowe piwo dla wszystkich!

_-¯ Po czwarte primo: miłego oglądania...
 
Tryblogia, odcinek 586 2008-05-13 18:58
 Oceń wpis
   

_-¯ Przyglądałem się z roztargnieniem łusce, którą trzymałem w ręku... W głowie wciąż czułem lekki szum, spowodowany wczorajszą zabawą w ,,kto wypije więcej''. Niestety, nie pamiętałem, kto wygrał. Ostatnim wspomnieniem, które przywołałem z lekko zamglonej pamięci, był Blogomotive który kicał dookoła w jakimś czarnym kombinezonie typu ,,unisex'' i udawał komandosa - efekt wypicia mieszaniny szamponu przeciwłupieżowego, wina owocowego ,,Tur'' i siedemdziesięcioprocentowego ,,Rasputina'', czyli drinku ,,Rambo''. Potem jednak Blogomotive spróbował panterką sforsować bramę, lecz niestety niezbyt precyzyjnie wymierzył skok i przylutował w umieszczony nad nią czerep martwej krowy, co definitywnie wyłączyło go z zabawy tego wieczoru...
Ponownie spojrzałem na łuskę. To przecież...
- Ha, wiem! - palnąłem się otwartą ręką w czoło - patrzcie, chłopaki - wcisnąłem spłonkę, która z cichym klikiem odsunęła się odsłaniając małe złącze USB.
- Na śmierć zapomniałem, że poleciłem Pannie Erudycji przygotować dla Was jakieś suweniry, a te pendraki w kształcie łusek od UZI to hit sezonu. Musiały po prostu wypaść na siedzenie gdy wysiadałem - nie dopiąłem torby po wyjęciu z niej laptoka. Proszę - podałem jeden Leniuchowi, a drugi przekazałem w ręce Blogomotive - A z tej drugiej strony, gdzie jest miejsce po pocisku, mają zamontowaną temperówkę do ołówków - wyjaśniłem, gdy rozległo się ciche syknięcie i Blogomotive zaczął ssać palec.

_-¯ Reszta poranka upłynęła spokojnie, na sennym snuciu się po obejściu Leniucha, wymiany uwag na tematy kulturalne (dowiedziałem się, że Jenna Jameson zmniejszyła sobie piersi!) oraz sączeniu serwatki i soku z kiszonych ogórków. Wreszcie koło południa nabrałem dość sił, by na serio zmierzyć się z chakierowaniem systemu iDrive...
- Blo? Daj kluczyki do auta, podrasuję Ci lekko oprogramowanie - zagadnąłem.
Blogomotive z ociąganiem sięgnął do kieszeni i niechętnie wręczył mi breloczek.
- Tylko uważaj! Nie namieszaj za bardzo...
- No coś Ty! - obruszyłem się - Przecież mnie znasz.
- No właśnie...
Nie zamierzałem się jednak dłużej przekomarzać. Zabrałem kluczyki i podreptałem do samochodu, który stał w miłym chłodzie garażu. W moim ręku błysnęła płytka z Vistą, a w moje usta błysnęły śnieżnobiałym uśmiechem (efekt wypicia mieszaniny kwasu octowego, ,,whisky samoróbki'' ze słabo przedestylowanego zacieru oraz przeterminowanej bejcy, czyli drinku ,,Amant''). BMW błysnęło światłami i przystąpiłem do działania...

_-¯ Po dwóch godzinach wszystko było skończone. Z dumą ogarnąłem wzrokiem ekran iDrive, który pysznił się feerią barw i bogactwem ikon. W rogu radośnie wyskakiwały dymki tooltipów. Taaaa... Teraz można było tym nareszcie pojeździć. Zawołałem Blogo i Leniucha.
- Ladies... Eeeee... Znaczy, Gentlemen, oto macie zaszczyt zobaczyć pierwszy na świecie, w Europie i w Polsce w pełni profesjonalny, zintegrowany, multimedialny, interoperacyjny oraz sieciocentryczny komputerowy system wspomagania jazdy. Zapraszam do testów - szerokim gestem wskazałem otwarte drzwi.
- To gdzie pojedziemy? - zagadnął Blogo, sadowiąc się za kółkiem. Ja zająłem miejsce pasażera z przodu by służyć razie czego pomocą w obsłudze tego cudo inżynierii oprogramowania, zaś z na tylnej kanapie legł Leniuch. Wyglądało na to, że on najbardziej odczuwał skutki dnia wczorajszego, gdyż chyba po głównej rundzie konkursu w piciu urządził sobie pozaligowe rozgrywki ze swoim znajomym, Benonem.


- To gdzie jedziemy? - ponowił pytanie Blogomotive i zerknął w tylne lusterko na Leniucha, który jednak wciąż leżał na kanapie z półprzymkniętymi oczami i wyrazem szlachetnego cierpienia na twarzy. Blogomotive również to zauważył i wyciągnął w jego kierunku wyjętą z kieszonki na piersi paczkę tabletek przeciwbólowych.
- Weź to - poradził.
Ja również sięgnąłem do kieszonki.
- Potrzebujesz czegoś silniejszego - powiedziałem i wyciągnąłem rękę w tył. Leniuch z wysiłkiem odemknął jedno oko i taksował oba opakowania.
- Wezmę Ibuprom - zdecydował wreszcie. Po dwóch sekundach siedział już rozluźniony i uśmiechnięty, a ból zniknął.


- Skoro nie możecie się zdecydować zaprezentuję Wam Panowie pierwszy i nie jedyny, unikalny feature tego cacuszka. Tryb ,,Tour'' który przewiezie Nas po okolicy. - wybrałem z konsoli odpowiednią ikonkę, odklikałem trzy okienka potwierdzeń i wreszcie tryumfalnie wcisnąłem OK. Rozległo się ciche warczenie motoru...
- Przecież go nie zapalałem! - krzyknął Blogomotive. Uśmiechnąłem się tylko.
- Zdejmij ręce z kierownicy, bo będziesz przeszkadzał - uprzedziłem, kiedy auto leciutko ruszyło do przodu...
...
OMG! Do przodu!
...
ŁUP!
...
Z nieprzyjemnym chrupnięciem samochód oparł się o ścianę garażu, posypało się jakieś szkło. Blogomotive wraz z Leniuchem wyskoczyli momentalnie, jak zaś starałem się opanować wyjątkową sytuację w systemie, gdyż samochód cały czas wiercił kołami. ,,Masz awarię'', ,,Niebezpieczeństwo zerwania przyczepności'', ,,Wypadek!'' wyskakiwały kolejne dymki, ja zaś odklikiwałem je w szaleńczym tempie by dostać się do okna pozwalającego zamknąć system. Po kilku sekundach udało mi się. Wysiadłem i podszedłem do kompanów, którzy z grobowymi minami wpatrywali się w rozlewającą się pod zderzakiem kałużę...
- Chłodnica? - spytałem niepewnie.
- Gorzej - odparł Leniuch.
- Olej? Przewody paliwowe?
- Jeszcze gorzej - powiedział i podniósł z podłogi odłamek szkła.
- Balon winiaku poooszedł się... - nie dokończył, zwiesiwszy smutno głowę. Zaraz jednak wyraźnie się ożywił.
- Ha! Ale szczęście - to był ten skwaśniały!
Atmosfera wyraźnie się rozluźniła, zaraz jednak doskoczył do mnie Blogomotive.
- Coś Ty narobił?
- Eeee... sorry, Nie skalibrowałem GPSu. Bo widzicie, stara nawigacja była ustawiona na geoidę WGS-84 i podawała w systemie UTM, cywilnym, ja zaś sądziłem że skoro jesteśmy w Polsce to lepiej będzie użyć odwzorowania Krassowskiego, geoidy Pulkowo-42 i zwykłych współrzędnych geograficznych typu długość-szerokość kodowanych na float'cie. Potem jednak doszedłem do wniosku, że trzeba by użyć doouble'a, ale jak to przerabiałem to gdzieś musiałem o jeden minus za dużo wpisać i zamiast na północ auto ruszyło na południe...
- Ja mam garaż otwierany na zachód - zauważył Leniuch.
- Whatever - zbyłem go staropolskim zwrotem - Jedziemy dalej?
- Dobra, ale ja prowadzę - zastrzegł Blogomotive.
- W porządku - wiedziałem że w tym stanie nie mam co nalegać - wyłączę system automatycznego kierowania, a inne cudowności zaprezentuję Wam na trasie.
Blogomotive kiwnął głową i po chwili wyjechaliśmy na drogę. Na pierwszym skrzyżowaniu Blogomotive zapytał:
- W lewo, w prawo czy prosto?
- W prawo, pojedziemy po prowiant do sklepu - zdecydował Leniuch.
Blogomotive jednak nie ruszał.
- Czekamy na coś? - spytałem po chwili, gdy auto nadal nie jechało.
- Chyba coś się zepsuło - wystękał Blogomotive, kręcąc kierownicą i bucząc silnikiem - nie mogę ruszyć.
- Bieg wrzuć - poradził Leniuch.
- Nie potrzebuję porad z tylnej kanapy! - zezłościł się Blogomotive - wrzuciłem już! Zresztą to automat!
- Ach, pasy! - postukałem palcem w informację na ekranie.
- Mam zapięte - poinformował Blogo.
- Ja też - dodał Leniuch.
- No tak, ale auto jest na pięć osób. Musi być zapięte pięć pasów. Nie ma jeszcze sterowników do wykrywania liczby pasażerów, więc system zakłada komplet - wyjaśniłem.
Leniuch pozapinał wszystkie pasy z tyłu, auto jednak nadal nie ruszało.
- Och, szlag... - zakląłem pod nosem - Zapomniałem aktywować - poinformowałem współpasażerów.
- Co?
- System zapomniałem aktywować - wyjaśniłem - Chwila, pójdzie raz-dwa - dodałem wyciągając laptoka i łącząc się z internetem.
...
Po kwadransie Blogomotive wraz z Leniuchem zaczęli wykazywać lekkie oznaki zniecierpliwienia.
- Chakier, pospiesz się! Żółwie nam się rozbiegną! - pohukiwali mi nad uchem. Amatorzy, nie rozumieli jak ważną i niezbędną czynnością jest aktywacja systemu. Była to również czynność niezwykle skomplikowana i wykonalna jedynie na wysokiej klasy systemach operacyjnych. Nie znałem, na ten przykład, żadnego makówkarza, linuksiarza, czy beesdowca który potrafiłby zaktywować swój pseudo-os. A na Viście czy XPeku wszystko hulało. Nie można było się tylko pomylić przy wpisywaniu numerka...
- No i cholera pomyliłem się przez Was przy wpisywaniu numerka! - krzyknąłem wreszcie zirytowany, gdy kolejny raz system poinformował mnie że numer licencji nie jest prawidłowy. No ale jak ja się mogłem skupić w takich warunkach! Na szczęście po kolejnej półgodzinie udało się pomyślnie zakończyć wszelkie procedury i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.

_-¯ Jednak jak pech, to pech. Nie dane nam było przejechać nawet tysiąca metrów, gdy z przydrożnych krzaczorów wytoczył się na drogę jakiś chłop, kurczowo trzymający się roweru. Blogomotive depnął w hamulec, jednocześnie wykonując manewr kierownicą. Chwilę później usłyszeliśmy głuche ,,DUP!'', a na maskę spadło pojedyncze rowerowe koło. Blogomotive zbladł...
- Zabiłem człowieka - jęknął.
Leniuch obejrzał się do tyłu.
- Ech, masz szczęście, że Kłonica o tej porze już pijany, to i nic mu się nie stało.
Rzeczywiście, za autem stał - wciąż lekko się kiwając i trzymając rowerową kierownicę - sprawca całego zamieszania. Blogomotive wybiegł z samochodu.
- Nic się Panu nie stało! - wykrzyknął raczej z radości niż spytał. Wydawało mi się, że zaraz ucałuje chłopa w oba policzki. Ten spojrzał na niego, mrugając uporczywie.
- Przeparkuj Pan te samochody, całą drogęś zastawił... Rowerem nie mogę się przecisnąć pomiędzy... - wskazał palcem BMW. Trzymana w jednej ręce kierownica gibnęła się na bok, co przyciągnęło jego uwagę.
- Oszszszszlag. Jakiś ch... mi rower podpie...... - w prostych słowach skwitował brak pozostałych elementów roweru.
- Blogo! Wsiadaj i jedziemy dalej. Nic mu nie będzie! Bo sklep nam zamkną - zawołał Leniuch. Blogomotive, trochę się ociągając i wciąż oglądając za siebie, wrócił za kierownicę.
- Czemu ten złom nie zwolnił i nie skręcił? - zapytał, gdy już trochę oddaliliśmy się z miejsca wypadku.
- Eeee... może ma powietrze w przewodach paliwowych? Znaczy, hamulcowych? I kierowniczych? - podpowiedziałem. Szczęściem dla mnie Blogomotive zareagował emocjonalnie i wysiadł z samochodu, tak że ja mogłem w spokoju pokasować wszystkie komunikaty. ,,Wykryto nagły skręt kierownicy, mogący doprowadzić do straty przyczepności. Kontynuować?'', ,,Podjęto próbę nagłego hamowania. Nagłe hamowanie może być nieprzyjemne i doprowadzić do kolizji z pojazdem jadącym za Tobą. Jeżeli to Ty podjąłeś próbę nagłego hamowania wciśnij OK'' i jeszcze kilka. Czasami wydawało mi się że projektanci tego systemu powinni pokładać większą ufność w inteligencję użytkownika...

_-¯ Tymczasem zajechaliśmy przed sklep i weszliśmy do środka. Sprzedawczyni, spostrzegłszy Blogomotive zareagowała szerokim uśmiechem.
- Zamówiłam dla Pana 80 kilo tych cukierków w sreberkach. Zapakować?

C.D.N.?

Części postępne
Części naprzednie

 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2017-06-30 05:56
DANIELS LOAN COMPANY do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Cześć, Mam na imię Adam Daniels. Jestem prywatny pożyczkodawca, który dają kredyt prywatnych[...]
 
2017-06-27 11:05
Mr Johnson Pablo do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Cześć,           Czy potrzebujesz pożyczki? Możesz się rozwiązywać, kiedy dojdziesz. Jestem[...]
 
2017-06-27 06:09
greg112233 do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witam wszystkich, jestem Greg z Gruzji, jestem tutaj dać Zeznania na Jak po raz pierwszy[...]
 
2017-06-21 16:10
Iwona Brzeszkiewicz do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Czesc, kochanie. Czy wciaz szukasz pomocy. Nie szukaj dalej, poniewaz senator Walter chce i[...]
 
2017-06-15 14:20
kelvin smith do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Brak zabezpieczenia społecznego i brak kontroli kredytowej, 100% gwarancji. Wszystko, co musisz[...]
 
2017-06-13 06:20
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-13 06:09
Gregs Walker do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Uwaga: Jest to BOOST CAPITAL CENTRAL TRUST FINANCE LIMITED. Oferujemy wszelkiego rodzaju[...]
 
2017-06-09 16:42
George cover.. do wpisu:
Jak się włamać na konto pocztowe
Witamy w programie Fba loaninvestment Czasami potrzebujemy gotówki w nagłych wypadkach i[...]
 



 
Chakier, Charyzjusz. Q2hhcnl6anVzeiBDaGFraWVyCg== chakier[at]vp.pl